| rzemykblog - archiwum: Rzygające księżyce - part XII |
| Strona główna |
Rzygające księżyce - part XIIZamykałem często oczy wsłuchując się w dźwięki piątku, wtorku, niedzieli. Czasami nawet całego tygodnia. Im więcej ciszy gościło w mieszkaniu, tym większy hałas odbijał się o te suche ściany. Godzinami spędzałem czas nad podsłuchiwaniem zegara zawieszonego na ścianie. Mówił do mnie, opowiadał co dzień tą samą historię. Trochę odgłosów zza ścian szeptało ku jego boku. W nocy komar przeleciał nad uchem, ktoś krzyknął na kogoś za oknem. Dogrywałem się czasem do rzeki tych niemych dźwięków uderzywszy szklanką o szklankę przy zmywaniu naczyń, puszczając wodę z kranu, przekręcając klucz w drzwiach. Słuchałem jak pracował ekspres do kawy, jak kubek nucił szelest, gdy przesuwałem go po blacie stołu. Ogarniała mnie ta dziwna przyjemność słyszenia, gdy nikt do mnie nie mówił. Chwilami zatrzymywałem się w futrynie drzwi przykładając bok twarzy do zimnego drewna. I czułem jak chłód rzeczy martwych rozrasta się na moim ciele, począwszy od małego skrawka na buzi, przesiąkał na boki, do środka, wywołując przyjemne dreszcze na karku. Delikatnie przytuliwszy się, pocierałem policzkiem o ściany mieszkania. To dziwne, ale wydawały się być trochę mniej twarde gdy zamykałem oczy. Nieprzyzwoicie dotykałem przedmiotów które nie przywykły do bliskości. Często zasypiałem w środku dnia. Odchodziłem gdzieś tam, do tego świata za powiekami, do mniej rzeczywistych osób, murów, widoków. Tam można było wszystko, bez żadnych ograniczeń. Toteż zawsze chciałem znów wracać i rozkoszować się widokiem jej włosów. Tam można było wszystko i nic tak właściwie. Widziałem Ją, myślałem że dotykam, myślałem że jest wtedy przy mnie i każde przebudzenie się, bolało coraz bardziej. Targało mną, to jeszcze młode uczucie pustki. Obijało po kątach, ocierało o podłogę, wypychało za szybę mieszkania. Tak to wyglądało na początku, zanim w pełni uświadomiłem sobie, co się stało. Moja świadomość jakby przykucnęła na moment zostawiając mnie bezczynnie. Nie mogłem pozbierać myśli. Nie mogłem pogodzić się z prawdą do końca. Nie mogłem zacząć czegokolwiek od nowa. Nie mogłem nic. Wisiałem gdzieś między myślami a rzeczywistością. Śniłem na jawie. Wygotowany, wyciśnięty, bierny. Najgorzej jest wtedy, gdy przestaje się myśleć. Nagle tyle noży było wtedy w mieszkaniu. Tyle szkła, tyle gazu, prądu, tabletek, tyle pięter pode mną. …A ile pięter nade mną? rzemyk 2006-09-19 23:47:04 skomentuj(14) |