Strona główna

Rzygające księżyce - part XI



- Zabiłeś ją ty skurwielu!… zabiłeś ją – Słowa te, wyszarpane spośród nut płaczu i złości jej matki, okryły cieniem wszystko we mnie to, co chciało żyć. Ona, zabiła mnie równie boleśnie.

Teraz pamiętam jak paraliżująco przebijało mnie tysiące myśli wbijanych, jedna za drugą, w ułamkach sekund. Niczym gwoździe, ostre i twarde, przeszywały me nieświadome jeszcze niczego pokłady uczuć. Kilka sylab wypowiedzianych z ust jednej osoby zmieniło moje życie od wtedy, już na zawsze. Zabiłem Ją. Kiedy… Gdzie… Czym…. Dlaczego. Chciałoby się powiedzieć, że to nie mogło się dziać, że się przesłyszałem. Może to sen? – Myślałem, rozpaczliwie chwytając się jakiegokolwiek wyjaśnienia, zrozumienia. Ręce drżały mi jakby pozbawione ludzkich pohamowań. Mięśnie napięły się po ramiona, przez szyje, aż po każdy ich fragment na plecach. Mocno, ścisnęły się w jeden kłębek nerwów, paniki i niepokoju. Ona nie może nie żyć. Równie dobrze mogliby odebrać mi oczy, obciąć dłonie, zgładzić we mnie to, czym zwykło nazywać się człowiekiem, lub czym zwykło nazywać się ludzkim w tym już mniej ludzkim ciele.
- Pani Mario! – Krzyknąłem zduszonym gardłem, ale usłyszałem tylko cichy odgłos płaczu, zaciskającej się tchawicy, wilgoci w wydychanym powietrzu, i po chwili, głuchy sygnał telefonu po rozłączeniu rozmowy. Wybrałem szybko numer z ostatniej rozmowy do domu jej rodziców. *Połącz* Pierwszy głuchy sygnał. Jedna z mych dłoni kurczowo złapała się stolika, na którym leżał aparat telefonu stacjonarnego. Mocny uścisk drewnianego blatu podtrzymywał równowagę mojego ciała nie pozwalając zachwiać równowagi. Jakby ostatni skrawek świadomości podtrzymywał mnie na nogach. Drugi głuchy sygnał z słuchawki telefonu. Wziąłem ciężki, głęboki wdech, który ledwo co przecisnął się pomiędzy napiętymi mięśniami brzucha, i który jeszcze ciężej pomiędzy nimi wydostał się na zewnątrz. Oparta dłoń zacisnęła się jeszcze bardziej, a odgłos następnych sygnałów wydawał się być z każdym kolejnym głośniejszy. Po chwili ktoś odebrał słuchawkę.
- Słuchaj, Pogrzeb będzie jutro… Dojrzały, męski głos jakby z obojętnością i zlekceważeniem wypowiedział te trzy słowa, sześć sylab, kilkanaście liter. I znów ten głuchy sygnał w słuchawce. Nie dodzwoniłem się już po raz kolejny. Wyłączyli telefon, zostawiając mnie z ostrym nożem w drżących mych dłoniach. Serce biło mi jak oszalałe. Nie mogłem skupić na niczym uwagi. I chyba tylko podświadomość pokierowała mnie w stronę drzwi, w dół klatki schodowej, do samochodu, i później, wprost do Jej delikatnego, martwego już ciała.



rzemyk
2006-09-06 23:58:43
skomentuj(16)