| rzemykblog - archiwum: Rzygające księżyce - part X |
| Strona główna |
Rzygające księżyce - part XDlaczego ten dzień był inny od reszty? Obudziłem się rano, pamiętam, był to niedzielny, chłodny, letni poranek. Okno od naszej sypialni było lekko uchylone, a świeże powietrze delikatnie przeciskało się pomiędzy szybą a zasłoną. Obudziły mnie promienie światła, które ledwo co zagościły w mieszkaniu po deszczowej nocy. Otworzyłem powoli zaspane me oczy i zobaczyłem siedzącą, zaledwie kilka metrów ode mnie Ją na dywanie, wraz z rozłożonymi kartkami rękopisu jej książki. Czasami pisała je ręcznie, kreśląc i marząc wyrazy, zdania, nieraz całe rozdziały. Strony te, przypominały mi szkice ołówkiem, jakie zakreśla się dziesiątkami przed pierwszym dotknięciem pędzla płótna. Można było zobaczyć jej myśli, które często zamazane gdzieś istniały, właśnie na tych kartkach porozrzucanych wokół niej na miękkim dywanie. Czasami leżeliśmy na nim razem. Jasny, przyjemny, wygodny. Zaraz po pierwszym spojrzeniu, które zatrzymało się beztrosko na Jej osobie, poczułem zapach kawy, która stała w kubku, na drewnianej podstawce, tuż obok Niej. Niemalże niewidoczna para unosiła aromat po całym pokoju mieszając się z zapachem kwiatów wstawionych do dzbanka z wodą. Ten pokój zawsze jakoś wydawał być się przesiąknięty melancholią, spokojem, subtelnością, i Ją. Jakby nadawała mu kolorów, wyrazistości i bezpieczeństwa. Siedziała wtedy na jego środku, o świcie pracując nad kolejnym opowiadaniem. Nie goniły ją terminy, nie miała wtedy podpisanej żadnej umowy. Po prostu, pisała. Miała na sobie tylko jasnokremowy, cienki, lekko za duży na nią, sweter, który zakrywał jej białą bieliznę. Włosy w połowie rozpuszczone z klamry je spinających, spały jeszcze na jej ramionach. Długie, proste, zawsze tak pięknie pachniały. Znad pochylonego czoła osunął się grubszy ich kosmyk. Po chwili, delikatnym ruchem głowy na bok, jakby zarzuciła je leciutko w bok odsłaniając zapewne oko. Wzięła głęboki oddech spoglądając w stronę okna. I znów spuściła wzrok w stronę pióra i kontynuowała ze skupieniem pisanie. Leżałem na boku do połowy przykryty letnią kołdrą, jeszcze w pozie snu, ale dokładnie widziałem całą jej postać. Czasami niedowierzałem, że mogę budzić się i zasypiać przy takiej osobie. Tylko odgłosy zza okna nadawały realności tej chwili, jakby wyśnionej, wydartej rygorom marzeń. Po chwili odwróciła wzrok w moją stronę, jakby wiedziała, że już od dłuższego czasu nie śpię. Spojrzała na mnie swoimi dużymi oczami i wraz z dziwnym spokojem powiedziała: - Kochanie, a jakby tak, nie było mnie… rzemyk 2006-08-16 00:02:56 skomentuj(7) |