| rzemykblog - archiwum: Rzygające księżyce - part VIII |
| Strona główna |
Rzygające księżyce - part VIIIJak często leżąc w wannie zastygasz z głowa bezwładnie zatopioną w wodzie? Słyszysz narastające bicie swojego serce walczące o jakikolwiek skrawek powietrza. Coraz szybszy, niecierpliwy, tukot rozchodzący się pod powierzchnią wody. Leżysz, jak we śnie, sparaliżowany. I tylko kilka minut dzieli cię od wolności. Na początku jest spokojnie, jak tylko przyzwyczaisz się do wzmożonej pracy serca. Przyjemne wrażenie lekkości w wodzie rozpręża całe ciało. Zaraz po tym jak wypuścisz całe powietrze, zaczynają pojawiać się skurcze w klatce piersiowej. To tylko płuca chcą złapać oddech, tak bezsilnie, dziwnie formują twoje ciało chwilowymi napięciami mięśni. Wszystko zależy od tego, jak bardzo potrafisz się kontrolować. Przechodzą cię dreszcze, a obraz przed oczami jakby czernieje jeszcze bardziej z każdą sekundą. Zaczynasz zastanawiać się, co będzie, gdy podniesiesz głowę, a co gdy siłą pozostawisz ją pod wodą. Wszystko to trwa zaledwie parę minut. Jak często? Słone łzy mieszają się z wodą. Tukot staje się coraz wolniejszy, cięższy, zmęczony. Czujesz, że jeszcze chwila i… podnosisz energicznie głowę i bierzesz głęboki oddech, jeden za drugim, jeden za drugim. Powietrze jest takie chłodne, jak wodą poisz swoje płuca, spragnione, głodne. Dopiero teraz mogą z rozkoszą smakować każdy łyk powietrza. Jeden za drugim, jeden za drugim. Jak często? Patrzysz jak woda ocieka ci po twarzy spowrotem do wanny. Jak śmierć spływa ci po policzkach, szyi, ramionach. Myślisz sobie, że jeszcze chwila i mógłbyś już nic nie poczuć. Rozglądasz się wokół siebie, jakbyś widział wszystko pierwszy raz, w nowych kolorach, z nową świeżością. Czujesz zmęczenie i po chwili wychodzisz z wanny. Wszystko kończy się wraz z ostatnią wytarta kropla wody i zostaje na ręczniku by rankiem nie było już żadnego śladu po tym niewinnym akcie słabości. Jak często płaczesz? Po co to robisz? Wtedy na każe pytanie odpowiadałem sobie od nowa, bo nic już nie było tak samo. Przecież to wszystko nie było na moje nerwy, pragnąłem tylko kochać, kochałem, byłem kochany, a w jednej chwili cała ta miłość podcięła mi gardło bez ostrzeżenia. Krwawiłem, dusiłem się, skomlałem, krztusiłem, płakałem, krzyczałem, potykałem się, upadałem, umierałem, ale żyłem. Nawet teraz zastanawiam się, czy każdy dźwięk sekundy wyliczał mi czas od początku, czy może do końca. Wielki pamiętnik zapisany za pomocą 12 liczb, 9 cyfr, 60 wzdrygnięć. Napędzany jedną, małą bateryjką, Ją. Tylko ją. Dziś zostały mi jedynie sny, w których widzę ją uśmiechniętą, niewinną. Jak ptak w swej wolności piękną, naturalną i nieopisaną. Spogląda na mnie swym ciepłym wzrokiem. Jej oczy, szczere, czyste, jakby poiły się radością. Wtedy krzesło spod jej nóg osuwa się ku podłodze a pętla zaciska się wokół jej szyi. I wtedy tylko głuchy dźwięk drewnianego taboretu jakby krwawił z moich uszu. rzemyk 2006-04-07 00:21:08 skomentuj(17) |