Strona główna

Rzygające księżyce - part VII



Kofeina, nikotyna, alkohol. Przestałem już liczyć dni. Każdy jakby coraz bardziej zaciskał mnie rano posmakiem wódki i chęcią przepłukania wypalonych mych ust od nużącego wpływu alkoholu. Usta, nabierały one koloru purpury, kiedy wstawałem rano i kiedy kładłem się z powrotem pijany do łóżka. Oczy oplecione czerwonym pyłem w cieniu pękających naczyń krwionośnych, wydawały się patrzeć, ale nie dostrzegać niczego. Puste, smutne, bierne, zastygały często na długie chwile chwytając się kawałków ścian.
Mieszkanie zazwyczaj przesiąknięte było gęstym dymem papierosowym, który już na stałe przybił swój zapach do mebli i dywanów. Rankami, gdy czułem jakby ktoś mnie nadepnął, wbijając mostek głęboko pod płuca, otwierałem okno by cały ten duszący dym wyleciał na zewnątrz. I tylko kontem oka, na pół świadomy, starałem się nie wdepnąć w potłuczone kawałki szkła na podłodze.
Godzina 9:00 Siedziałem trzeźwy w kuchni przy kubku gorącej kawy i czułem, jakim obrzydzeniem przesiąkam sam do siebie. Brudny, śmierdzący alkoholem, bez żadnego celu rano otwierałem oczy. Wszystko jakby coraz bardziej pogrążało mnie w tym, co robię, jak żyję. Czułem jak bardzo gorąca jest kawa, jak mocno parzy mnie w podniebienie, a pomimo to, bez żadnej reakcji rozkoszowałem się jej smakiem. Pozwalałem sobie na te przezroczyste cierpienia. Chłód unoszący się w mieszkaniu nie był tak zimny. Rozpływająca się rana nie bolała. Wrzątek nie parzył skóry tak mocno. Ból jakby stracił sens swego istnienia. Rodził się w głowie i tam się kończył. Zwykłe zaburzenie nerwowe, które miało prawo bycia przy nadmiernych ilościach alkoholu. Ale to nie wszystko, od tamtej pory czuję się jakby ktoś przed oczami założył mi jakiś mniej kolorowy filtr. Wszystko jakby nabrało innych odcieni i intensywności swych barw.
Godzina 9:20. Kawa w kubku szybko zamieniła się w ciepły muł na dnie, który jeszcze delikatnie parował oddając swe ciepło powietrzu w kuchni. Krew tłoczyła się szybciej, serce biło jak po długim kilometrowym biegu. Skóra na głowie robiła się coraz cieplejsza. Ręce mniej drżały, a ja bez ruchu siedziałem znużony czując jak słońce oślepia mi jedną część twarzy. Tak bez żadnego ruchu przesiedziałem cały ranek zastanawiając się właściwie nad niczym konkretnym. Chwilami przewijały się wspomnienia, odgłosy zza okna i ścian, zimny szklany blat, na którym położyłem rękę i pytanie, po co jutro się obudzić.
Flegmatycznym ruchem włożyłem kubek do umywalki i podszedłem do okna. Opierając się jedną ręką o ścianę zasłaniałem swe oczy od piekącego słońca, którego promienie po spotkaniu z dłonią rzucały na mą twarz nieco zimniejszy cień.
Jedno spojrzenie
I wtedy krew jakby zastygła w miejscu na sekundę, a oczy zwilżyły się niezauważalnie. Nieświadomym gestem dłoni dotknąłem palcami ciepłej szyby, jakby zaczesując jej włosy, które opadały delikatnie, unoszące powiewem wiatru, na jej twarz. Poczułem zapach kobiecych perfum, który zamkną mi oczy na moment, rozluźnił mięśnie. Łza spłynęła szybkim swym nurtem jeszcze po szyi.
Wybiegłem na zewnątrz.


rzemyk
2006-01-24 22:10:03
skomentuj(9)